Katastrofa ekologiczna w Kartuzach. Tony martwych ryb
Co je uśmierciło?
Przez kilka dni ekipa Państwowej Straży Pożarnej z Kartuz wspierana przez ochotników ze Stężycy i Miechucina wyciągnęła z jeziora Karczemnego 3,5 tony martwych ryb. Władze Kartuz obwiniaja za ich śmierć właściciela jeziora, ten obwinia władze miasta - informuje gazeta.pl.
KUPUJESZ RYBY. UWAŻAJ, MOŻESZ SIĘ ZATRUĆ>>
Wygląda na to, że właściciel jeziora nie zadbał o dotlenienie wody i nie wyciął na czas przerębli. No i doszło do przyduchy - twierdzi burmistrz Kartuz Mirosława Lehman.
Właściciel twierdzi, że to bzdurne oskarżenie. Wycinał przeręble. Przyznaje jednak, że na skutym lodem jeziorze leżała gruba warstwa śniegu, a to spowodowało, że do wodnych roślin nie docierało słońce i nie produkowały one tlenu.
To spowodowało przyduchę, ale jej skutki zostały zwiększone przez zanieczyszczenie. Od trzech lat ktoś spuszcza mi ścieki do jeziora. Dodatkowo mieliśmy roztopy i do jeziora spłynęły związki soli wykorzystywane przy odśnieżaniu dróg - mówi Janusz Laska, właściciel 40-hektarowego jeziora.
Jezioro jeszcze kilka lat temu było martwe. Obecny właściciel je zarybił. Wędkarze z rozpaczą myślą o tysiącach przepięknych karpi, płoci czy sumów, które wyłowili strażacy, by zawieźć je do utylizacji.
Odpowiedź, co było powodem katastrofy ekologicznej dadzą dopiero wyniki badania wody. Ich wynik poznamy w przyszłym tygodniu.
-
http://trojmiasto.gazeta.pl/trojmiasto/1,35612,7731219,Katastrofa_ekologiczna_w_Kartuzach__karczemny_brak.html
- http://trojmiasto.gazeta.pl/trojmiasto/1,35612,7731219,Katastrofa_ekologiczna_w_Kartuzach__karczemny_brak.html
5.41
4.36
3.45
Dodaj komentarz