"Legalizacja zamiast wojen z dilerami"
To wybór mniejszego zła - uważa "The Economist".
Sto lat temu powstała pierwsza międzypaństwowa struktura antynarkotykowa. W 1909 roku w Szanghaju szefowie dyplomacji różnych państw powołali Komisję ds. Opium.
Od tamtej pory toczy się nieustanna i coraz bardziej krwawa wojna z producentami, dystrybutorami i użytkownikami substancji zmieniających nastrój. Walka od początku skazana na przegraną - twierdzi "The Economist".
Jak zaznacza gazeta, aby poradzić sobie z problemem, należyałoby zalegalizować narkotyki, opodatkować je i prowadzić kontrole jakości oraz kanałów dystrybucji. I choć jest niemal pewne, że wzrosłoby ogólne spożycie narkotyków, ograniczonoby zjawisko o wiele gorsze - gangsteryzację handlu.
Jesteśmy świadkami zjawiska analogicznego do amerykańskiej prohibicji alkoholowej z wczesnych lat XIX wieku, tyle, że na skalę światową - uważa pismo.
Legalizacja doprowadziłaby - zdaniem "The Economist" - do sytuacji, że zwalczanie narkotyków i narkomanii przestałoby interesować wojsko i policję.
Produkcją narkotyków zająć mogłyby się laboratoria, ich jakość i szkodliwość spadłaby, a państwo, odpowiednio różnicując taksę, przekierowywałaby zainteresowanie z twardych narkotyków (kokaina, heroina) na te miękkie (marihuana, ekstaza) - dodaje "The Economist".
-
http://www.economist.com/opinion/displayStory.cfm?story_id=13237193&source=hptextfeature
- http://www.economist.com/opinion/displayStory.cfm?story_id=13237193&source=hptextfeature
5.41
4.36
3.45
Dodaj komentarz