Podatek od kierowców wydano na ścieki
A można nimi było opłacić program skupu starych aut.
Kierowca złomuje stare auto a dostają premię na kupno nowego. Rządu nie kosztowałoby to ani grosza, bo pieniądze na taki cel były już w budżecie. Co więcej, zarobiłby na podatku VAT od zwiększonej sprzedaży nowych aut.
Od trzech lat kierowcy, którzy po raz pierwszy rejestrują używane auto sprowadzone z zagranicy, mają obowiązek wpłacić 500 zł tzw. opłaty recyklingowej na specjalne konto w rządowym Narodowym Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Uzbierało się już ok. 1,5 mld zł - zauważa "Gazeta Wyborcza".
Planowano, że powstanie z tych pieniędzy system eko-demontażu aut. Bruksela oczekiwała, że koncerny za darmo będą odbierać od kierowców kupione w salonach auta. Gminy miały też dostać fundusze na zbieranie porzuconych przy drogach wraków.
Niestety. Pieniądze wydano jednak na inne cele.
Z pieniędzy uzbieranych od kierowców pokryto ponadplanowy (25 proc.) koszt inwestycji wodnościekowych. Finansowano je z unijnego Funduszu Spójności, i gdyby nie ukończono prac w terminie, trzeba by oddawać pieniądze. Dziurę załatano eko-podatkiem od kierowców. W ścieki włożono ponad 610 mln złotych, iść na to ma jeszcze kolejnych 300 - czytamy w "Gazecie Wyborczej".
Poza finansowaniem kanalizacji, pieniądze z opłat na recykling samochodów poszły też na eko-szczyt w Poznaniu.
Dostał je m.in. BOR za ochronę i Instytut Adama Mickiewicza za "oprawę kulturalną i artystyczną otwarcia Konferencji", uroczystą kolację i przygotowanie materiałów dla uczestników - słowa rzecznik Ministerstwa Środowiska, Magdy Sikorskiej cytuje gazeta.
-
http://gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/1,33181,6784229,Pieniadze_na_auta_poszly_w_scieki.html
- http://gospodarka.gazeta.pl/gospodarka/1,33181,6784229,Pieniadze_na_auta_poszly_w_scieki.html
5.45
4.37
3.48
Dodaj komentarz