Za błąd w arkuszach maturalnych płacą maturzyści
Mają obniżoną ocenę.
Błąd wyłapaliśmy, wyniki będą dobre. Uczniowie nie muszą się martwić - zapewniał w maju "Gazetę Wyborczą" dyrektor Centralnej Komisji Egzaminacyjnej Krzysztof Konarzewski.
Niestety, jak się okazało jego słowa mają się nijak do rzeczywistości. O jaki błąd chodzi? Źle wydrukowano arkusze egzaminacyjne do testu z języka angielskiego.
By uczniowie nie ściągali przygotowano trzy wersje testu - w każdej z nich prawidłowa odpowiedź jest oznaczona inną literą.
Zadań zamkniętych nie sprawdzają egzaminatorzy, tylko komputery. Każda wersja testu ma inny kod kreskowy. Do niego program komputerowy automatycznie dopasowuje odpowiedzi.
Problem w tym, że jak informuje "Gazeta Wyborcza" w tym roku drukarnia wypuściła testy tylko z dwoma kodami, ale z trzema wersjami odpowiedzi.
Testy drukuje jedna firma więc błąd pojawił się we wszystkich arkuszach egzaminacyjnych w całym kraju.
Pierwsi błędy w arkuszach oprotestowali krakowianie. Wczoraj w OKE pod Wawelem kłębiły się tłumy maturzystów. Arkusze egzaminacyjne przeglądała pierwsza setka uczniów, którzy złożyli podania o wgląd w prace. Jeszcze w czwartek takich osób było 300, w piątek już 516. A czasu jest mało. Wynik matury decyduje o być albo nie być na uczelni, a te ogłaszają listy przyjętych już w połowie lipca - czytamy w "Gazecie Wyborczej".
Jak wynika z obliczeń gazety z winy błędu drukarni co trzeci maturzysta, który zdawał język angielski mógł nie zaliczyć egzaminu.
-
http://wyborcza.pl/1,75248,6787866,Maturzysta_mowi__sprawdzam.html
- http://wyborcza.pl/1,75248,6787866,Maturzysta_mowi__sprawdzam.html
5.42
4.35
3.46
Dodaj komentarz