Szkolne przygody

Szkoła to etap w życiu każdego z nas, który musieliśmy przejść niezależnie od stanu materialnego rodziców, czy nazwiska pod jakim się urodziliśmy. Każdy chce tam posłać swoje dziecko, by to złapało podstawowe mechanizmy życiowe, nauczyło się funkcjonować w społeczeństwie wśród wielu ludzi, oraz co najważniejsze wykształciło się i z roku na rok było coraz bardziej inteligentne. Szkoła i przygody, które tam przeżyliśmy, to bardzo często fajne materiały do wielu opowieści, którymi w późniejszym czasie raczymy swoich znajomych. Sam przeżyłem i zaobserwowałem pośród nich mnóstwo ciekawych historii i wydarzeń, którymi czasem dzielimy się między sobą, gdy spotkamy się po latach. Najlepszymi wspomnieniami są zdecydowanie te z lekcji fizyki. Mieliśmy bardzo specyficzną panią, której to delikatnie mówiąc nie lubiliśmy. Wiadomo jak to jest w okresie buntu, gdzie ma się 15 czy 16 lat. Każdy chce zaimponować drugiej osobie i wyróżnić się czymś na tle klasy, by zrobić dobre wrażenie na uczniowskiej elicie i na kilku dziewczynach, które nam się podobają. Pani od fizyki traktowała nas delikatnie mówiąc bardzo źle i była dla nas oschła, ale nie to w ogólnym rozrachunku było najgorsze. Przede wszystkim nie podobało nam się to, że nie potrafiła nas niczego nauczyć i była bardzo niewykształcona. Wydaje mi się, że obecnie nie była by w stanie uczyć nawet w szkole podstawowej, bo wymagania by zostać nauczycielem trochę się zwiększyły. Trzeba znać się na swoim fachu trochę bardziej, niż tylko rozkazać uczniom otworzenie książek i czytanie wciąż tego samego materiału. Nigdy nie popierałem znęcania się nad kimś, czy bycia nie fair w stosunku do nauczycieli, a wręcz przeciwnie, nasza klasy była jedną z tych najlepszych i szanowaliśmy 90% nauczycieli, którzy nas uczyli w podstawówce i gimnazjum. Jednakże pani od fizyki była dla nas tak okropna, że nawet nasi rodzice widzieli, iż przez kilka lat nie nauczyła nas zupełnie nic i była strasznie niemiła. Mściliśmy się więc oczywiście lekko i niegroźnie, by pokazać jej, że my też potrafimy być niegrzeczni. Nauczyliśmy się jak zrobić samolot z papieru i cała klasa po kilku dniach potrafiła już to zrobić. Nawet dziewczyny, które wydawały się od nas mniej sprawne manualnie, starały się dopracować swój samolot idealnie i rzucać nim prosto. Jako cel obraliśmy sobie klasę, która była na innym skrzydle szkoły, ale na tym samym piętrze, więc dobrze rzucony samolot miał duże szanse dolecieć na tym samym pułapie i trafić do innej klasy. Gdy zła dla nas pani pisała coś na tablicy, lub wyszła na chwilę do pokoju nauczycielskiego, postanowiliśmy to wykorzystać i uruchomić nasze dłonie, oraz falę samolotów z papieru i spróbować trafić nimi na inną lekcję i do innego nauczyciela. Gdy byliśmy już przy oknach sali i kilka osób zdążyła nawet wypuścić samoloty z dłoni, pani weszła do klasy i zepsuła nam całą zabawę. Oczywiście wielu z nas otrzymało zachowanie naganne i zostały wykonane telefony do rodziców. Fizykę i rzucanie samolotami wspominam więc kiepsko.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *